DIALOG NR. 1
L- czyli ja LoQ
H- Hania
L- wiesz co, chcę sie przejsć
H- ale ja posprzątałam pokój
L-(błagalne spojrzenie)
H- to otwórz okno ;D
Mój pierwszy dialog ;D Dziubek rośnie Ci konkurencja ;D
skomentuj (3)
Buahahahahahahaha wróciłem i dalej będę nudził na tym blogopisie ;D Szkoda, że w tak ciulowej sytuacji pisze moja pierwsza od kiedyśtam note ;p No ale cóż starość nie radość ;D
Mogłem zabrać sie za pisanie tego na połowinkach wtedy byłoby sie z czego posmiać ;D No ale piszę calkiem na trzeźwo , no prawie bo jestem pijany z lova ;D ( jestem ciekaw kto to zrozumie ) heh ;D.
W koło pełno wspomnień, z każdym dniem coraz więcej, lepsze gorsze ale warte zapamiętania ;D (pozdrowienia dla tych wszystkich z którymi są one związane )
Normalnie zycie nabrało pełnowymiarowego sensu i jest zajebiście ;D Już tak niewiele do 18-nastki, całe szczęście, że urodziłem sie tuz przed wakacjami ;D Będzie maniana taka że szok ;D w planach nawet jazda moim własnym ( mam nadzieje) samochodem na wakacje nad morze czy tez podróż dookoła europy ( mam nadzieje że pamiętacie Dziubasy ;) )
Ahh ale fajnie znów to robić ;D Yeah!
Nie mam zamiru wyładowywać tutaj swoich negatywnych odczuć ale dziś przeżyłem szok xD Ale po zażegnaniu niebezpieczeństwa opanowaniu serca i nerów jest lajcik sofcik bansik ;D No więc koniec:
Pozdrawiam
Wielebny LoQ

Nadal kocham ten sport ;)
skomentuj (3)
Dziś rano stało się cos niesamowitego, poszedłem na basen i jeszcze zyje ( czyt. nie utopiłem sie ). W dodatku nauczyłem sie skakać na główkę ;p niby nic ale dla mnie wyczyn ( zawsze chciałem to umieć )
Jak można sądzic po tytule nie byłem tam sam, wręcz przeciwnie. Z najmniejszym ziomkiem jakiego miałem okazje poznać i nie był moim bratem oraz młodym prezesem ;p
Mój mały kompan zakochał sie w prysznicach które były dla niego najlepszą cześcią basenu ( bo było ciepło ).
Została nawet nagrana najnowsza reklama nestea ;p A na koniec naszej zabawy na basenie zostaliśmy wyproszeni ( zachciało sie robić salta ) Ogólnie dzień zaliczam do jednego z tych zajebistych, nawet poendiłanic sie udało po południu ;) Kilka nowych sztuczek zawsze się rpzyda ;D Pozrdo Pakuś mentorze xD
skomentuj (0)
Jesteśmy otoczeni? Świetnie, możemy atakować we wszystkich kierunkach!
Oj dawno, dawno nie pisałem, pewnie już zapomnieliście o tym durnym
blogu ( mam na myśli te pare osób które wiedzą o jego istnieniu )
Dlaczego w ogóle znów "noce"....
Temat.....hmm.... raczej nie będzie miał nic wspólnego z treścia notki, choć jak zwykle mogę się mylić.
Tak Sobie myśle ( wpływy niektórych książek i lekcji PO ) co zrobiłby
człowiek w takiej "podbramkowej" sytuacji... Zostaje otoczony ( przez
kogokolwiek, wygląd oraz rodzaj oponenta zostawiam do wyboru waszej
chorej wyobraźni ) wraz ze swoim
przyjacielem/przyjaciółką/dziewczyna/chłopakiem ( żeby nie było, że
jestem nietolerancyjny ) w jakieś ciemnej alejce/uliczce. Są skazani na
śmierć/pobicie. Jednakże jedno z nich może przeżyc tylko gdy drugi
poswięci się by tamten mógł żyć. Jak w takiej chwili zachowały by się
te dwie osoby?? Pomyślcie przez chwilę.....

Teraz możecie sobie myśleć o szlachetnych czynach, oddalibyście życie
za drugiego. Każdą osobe którą o to zapytacie powie to samo "bo tak
trzeba", bo "co sobie ludzie pomyslą". Ale sądzę, że 80% o ile nie
więcej z zapytanych ratowałoby własna dupę, nie ryzykujac życia by
ocalić kogoś innego. Tego nie da się od tak powiedziec, to trzeba
przeżyc, tego trzeba doswiadczyć.
Pozdro. Wielebny LoQ
skomentuj (2)
No i kurwa ja pierdole jednka jestem niesłowny.... I co?? i co mi zrobicie głupie pandy??!!
HaHa nic!! więc mogę sobie klnąc ile chce ;p Ci co nie widzą o co chodzi poyśleć mogą że psychopatą jakimś jestem wiecznie upalonym...
Jednakowoż nie jest tak jak moglibyście się spodziewać drodzy czytelnicy, do czasu oczy/włosy/zębywiście.
I co by tutaj zamieścic, dzisiaj nie będzie dalszej części opowieści, może to i lepiej, bo komu na tym zależy....
Nawiązując do notki mojego szanownego towarzysza PoPk'a ZBW jest mimo wszelkich letnik zapachów, bardzo fajnym i sprzyjającym do życia miejscem. A przy takich zapachach iloraz inteligencji mieszkańców rosnie/maleje w zadziwiającym tempie... I chyba już nic nie napisze, uciekła mi znów wena....
skomentuj (2)
Zgodnie z obietnicą wczoraj nie pisałem, dzisiaj też miało nie byc żadnej notki no ale jak widać tytuł jest. Pisząc ten temat miałem chęć napisać artukuł na temat typowych pożeraczy czasu.
Jakos uciekła mi wena... jeśli przyjdzie mi cos do głowy to napiszę później...Póki co zgon po treningu...
Później wcale nie oznacza, że napiszę to dzisiaj..
W sumie dzisiaj będzie inaczej, dam coś gowego, ale nie martwcie się, będzie standardowo ciąg dalszy opowieści. Choć pewnie nikt z was na to nie czeka.
Status Quo
Słysze,kamieniują moją ciszę,
umysłu kliszę,w rytm muzyki układają się
więc piszę, potok wspomnień o mnie? (o mnie?)
kalejdoskop pod mikroskop wszystko widzę blisko
a nie z daleka,bo to umysł człowieka
producenta tego produktu ,rymów rzeka
produkowani na zawołanie,jak wkręt wkręcam banię
rymowanie,kto zaczyna nie przestanie
ej opanowanie to nie to,enułelen o znów tu
w fabryce słów jeden mc`s z dwustu
czujesz luz tu? bo smakujesz mego kusztu
czas truymfu,w mieście buntu
brak tu gustu,poukładaj sobie w mózgu
wszystko rymowane słowem,to ci powiem
bowiem wiem,że to nie sen
po drabinie słów wspinam się
w zachwycie chwytam nade mną szczebel
to trudniejszy level,kartki biel
Podrywam jak wulter(?),słowa przemyślane jak zapachy Catie
opuść parter,dla słabych karcer
chcesz być dobrym MC? to nie wypływaj
ze stanadardem,bo to gówno warte
A teraz to ca co wszyscy czekali!!! HaHa!!
Wyszliśmy z tunelu, był piękny zimowy poranek, śnieg lekko prószył,
zimowe słońce otaczały chmury, widać było tylko jego poświatę. Bylismy
oczarowani pięknem tego miejsca, w podmroku nie było takich widoków,
nigdy nie padał śnieg, wszystko było szare, ciemne i ponure. Z map
które zdobyliśmy przed wyruszeniem mogliśmy wnioskować, że znajdujemy
sie w Dolinie Lodowego Wichru.
Wyjścia z podmroku znajdowało sie w grocie na szczycie jednej z gór
Grzbietu Świata, na dół prowadziła tylko jedna ścieżka, Vernler nie był
przyzwyczajony do światła słonecznego, więc musieliśmy zaleśc jak
najszybciej jakieś bezpieczne schronienie na tymczasowy obóz. Nagle
zerwała się zamieć, jakby ktoś magicznie kontrolował pogodę. Gdy
schodziliśmy po oblodzonej ścieżce do naszych uszu dobiegły niepokojące
serie warknięć oraz okrzyków, zdawało sie że się zbliżały, nagle kątem
oka zauważyłem ogromną postać wychodzącą z za kurtyny wirującego śniegu
i biegnącą w stronę mojego przyjaciela, rzuciłem się do przodu z
toporem w ręku i w ostatniej chwili wbiłem go napastnikowi w pierś.
Nagle oślepiająca ból przeszył moje ciało, usłyszałem tylko stłumiony
krzyk Vernler'a. Zanik zamknąłem oczy i upadłem na ziemię zdążyłem
zobaczyć jak mój kompan tnie i siecze w dzikim szale.
Obudziłem sie po kilku godzinach, zobaczyłem pochyloną nade mną twarz
pół-elfa zdarzyłem wyszeptać tylko -Dziękuje. Zasnąłem, dręczyły mnie
okropne sny, tak bardzo chciałem sie obudzić lecz nie mogłem,
słyszałem, czułem jak ktoś mnie szarpie ale nie mogłem nic zrobić. Po
chwili poczułem szarpniecie. ktoś brał mnie na plecy, wstrząsy, jakbym
był w biegu, nagle gwałtowny upadek, nie czułem już nic, tylko zimny
śnieg na twarzy, słyszałem krzyki, lecz nie mogłem sie zbudzić,
martwiłem sie o Vernler'a.
Obudziłem się przywiązany do jakiegoś pala, węzły były nadszarpnięte
jakby ktoś próbował je rozwiązać. Na zewnątrz słyszałem głosy, bardzo
zdenerwowane, jakby coś się działo. Mogłem sie tylko domyślać, kto jest
powodem tego zamieszania, uśmiechnąłem sie pod nosem i pomyślałem, że
wykorzystam tą sytuacje. Wyrwałem ręce z więzów. W rogu namiotu stał
mój ekwipunek, wziąłem go i wymknąłem sie tyłem.
Pozdro. Wielebny LoQ
skomentuj (1)
!!Vivandi!!
Straty odrobione!! Zadowolenie nie znika z twarzy dopóki nie zasiądzie sie do świętego przedmiotu jakim jest geografia!
Ta notka będzie drętwa. Czytasz ją na własne ryzyko. Może Ci zrobić papkę z mózgu.
No więc, tak jakby zaczyna się kolejny rodział naszego życia, który zazwyczaj zwie sie tygodniem. Niby mamy weekend z naciskiem na słowo END, powinno sie odpocząć itp. a jednak nie!!
Cały godziny spędzone przy gegrze i historii ( w nadziei że czegos się nauczę ) nie mozna nazwać odpoczynkiem! Jednym słowem: stracone przedpołudnie ( tak wiem nie czepiaj się )
Na szczęście dzień uratowało kilka godzin przedwieczornych. A było to tak ( zaczyna się jak durna bajeczka dla dzieci )
Idąc jak zwykle na wieczorny obchód naszego getta, natknęliśmy się na bogu ducha winne dziecko ( było to niedaleko pewnego domu z wielką choinką ) mój Mały przyjaciel postanowił, że postraszy biednego rowerzystę. Tak się składa, że jest dość poważnie uzależniony od gier komputerowych. Biegł za nim cała ulicę krzycząc: Hi! AFK!? Armor!! Pay or ded!! Teraz czytając to nie widać w tej sytuacji nic śmiesznego, jednak wierzcie mi, taki widok robi z mózgu wiórki dla chomika.
I z kim ja się zadaje?! ;p
Chwilę później przez przypadek ( czego bardzo się spodziewałem o tej porze dnia ) spotkalismy pewną osobę która od dłuższego casu bardzo Mnie intryguje, zresztą nie tylko Mnie. Nic więcej na ten temat ;p
Dzisiejszej nocy mało brakowało a ktoś wpadłby do stawu... więc jakby nie patrzeć całkiem spoko zakończenie dnia. W sumie ta notka mogłaby być dłuższa, znacznie dłuższa ale jakoś mi sie nie chce pisać dalej ;p
Na zakończenia jak obiecałem dalsza część niekończącej sie opowieści:
Wiele, wiele lat podróżowałem razem z moim największym przyjacielem
Vernlerem, przemierzając niezbadane tunele podmroku z każdym dniem
coraz bardziej zbliżając sie do upragnionej wolności, której tak bardzo
oboje chcieliśmy. Chcąc spisać wszystkie nasze przygody spędził bym nad
tymi kartami jeszcze długi, długi czas.
Gdyby nie Vernler na pewno nie siedziałbym teraz tutaj pisząc tą
historię, ten pół-drow, jak sam kazał o sobie mówić, nieraz uratował mi
życie. Pamiętam jakby to było wczoraj, a już tyle lat minęło.
Szliśmy korytarzem który wznosił się coraz bardziej w górę, oboje
czuliśmy ogromna ciekawość oraz podniecenie, powiew chłodu, światło w
tunelu-Koniec ciemności, męki, kłamstw i morderstw, wreszcie
powierzchnia!!
-Pamiętaj drogi przyjacielu- powiedziałem do Vernler'a łapiąc go za
ramię- Cokolwiek się tam wydarzy, ktokolwiek stanie nam na drodze,
zawsze będziemy przyjaciółmi, i nikt nas nie rozdzieli*uśmiechnął sie
do przyjaciela*
-Ty również pamiętaj abill, przyjaciele już do końca!*uśmiechnął się i po chwili milczenia ruszyli na spotkanie przygodzie*
******~~~~~~******
Powierzchnia, zupełnie inny świat, zamieszkiwany przez rasy o których
tak niewiele wiedzieliśmy. Wiedza jaka otrzymaliśmy w naszych rodzinny
miastach różniła się ale w gruncie rzeczy sprowadzała sie do jednego,
nie ufaj mieszkańcom powierzchni.
I znów zostawiam was nieutulonych w żalu i niedosycie
Pozdro
Wielebny LoQ
skomentuj (3)